

Są takie momenty w pracy, kiedy nagle wszystko zaczyna się układać w jedną, spójną całość. Kiedy przestajesz się zastanawiać, „czy to na pewno dobry kierunek”, a zaczynasz mieć bardzo wyraźne poczucie, że jesteś dokładnie tam, gdzie powinieneś być.
Dla nas w Obfitości takim momentem był e-commerce.
Nie dlatego, że „to się teraz klika”. Nie dlatego, że „wszyscy robią sklepy”. I na pewno nie dlatego, że to łatwa droga. Wręcz przeciwnie; e-commerce jest jednym z najbardziej bezlitosnych obszarów projektowania i biznesu, jakie znamy. Ale właśnie dlatego stał się dla nas tak ważny.
Bo tu widać sens. Tu widać efekt. Tu nie da się długo udawać.
E-commerce ma w sobie coś, czego brakuje wielu innym obszarom projektowym: natychmiastową weryfikację rzeczywistości. Pomysł przestaje być tylko pomysłem. Design przestaje być tylko „ładny”. Technologia przestaje być tylko obietnicą. Wszystko bardzo szybko spotyka się z prawdą rynku. Albo działa, albo nie. Albo ludzie kupują, albo wychodzą. Albo marka oddycha, albo się dusi.
I właśnie to nas wciągnęło.
Zanim w ogóle pojawiła się Obfitość, zanim ktokolwiek zapytał nas o sklep, strategię czy Shopify, robiliśmy dokładnie to samo, tylko dla siebie. Nasz pierwszy własny sklep powstał w 2019 roku. Bez wielkiego planu, bez inwestora, bez zespołu. Była ciekawość, ogromna chęć sprawdzenia „czy to w ogóle ma sens” i długa lista rzeczy do zrobienia, która rosła szybciej niż umiejętności.
Projektowanie strony, branding, opisy produktów, zdjęcia, regulaminy, płatności, pierwsze paczki, pierwsze zwroty, pierwsze maile od klientów. Wszystko robione ręcznie, często po godzinach, często metodą prób i błędów. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak bardzo te błędy będą dla nas cenne.
Prawdziwy przełom przyszedł jednak kilka lat później, w 2022 roku, kiedy uruchomiliśmy własną kombuczarnię i sprzedaż internetową. To był moment, w którym e-commerce przestał być „projektem pobocznym”, a stał się pełnoprawnym, żywym organizmem. Produkcja, rozlewanie, logistyka, wysyłki, magazyn, obsługa klienta, integracje, automatyzacje, testy nowych rozwiązań, wszystko działo się jednocześnie.
Każdy kolejny miesiąc przynosił wzrost sprzedaży. Każdy kolejny miesiąc przynosił nowe wyzwania. Sklep działał, klienci wracali, produkt im smakował, a my z miesiąca na miesiąc widzieliśmy, jak bardzo e-commerce jest systemem naczyń połączonych. Jedna zła decyzja potrafiła natychmiast odbić się na sprzedaży. Jedna dobra: przyspieszyć rozwój w sposób, którego nie dało się zignorować.
Wtedy zrozumieliśmy coś bardzo ważnego: e-commerce to nie jest strona internetowa. To proces. To relacja. To ciągłe reagowanie na ludzi, dane, emocje, logistykę i technologię jednocześnie. To przestrzeń, w której design spotyka się z bardzo konkretną rzeczywistością biznesową.
I właśnie wtedy zaczęły pojawiać się pytania.
Znajomi z branży pytali, jak zrobiliśmy sklep. Inni chcieli wiedzieć, jak skonfigurować Shopify, jakie aplikacje wybrać, czego unikać, na czym się nie wyłożyć. Coraz częściej słyszeliśmy: „Czy możecie nam pomóc zrobić coś podobnego?”.
Nie było w tym żadnej wielkiej strategii. Nie było pitch decka ani wizji agencji. Po prostu zaczęliśmy pomagać, bo wiedzieliśmy, jak to jest zaczynać od zera. Wiedzieliśmy, ile kosztują błędy. Wiedzieliśmy, jak bardzo brakuje kogoś, kto nie mówi tylko „zrobimy ładny sklep”, ale rozumie cały ciężar prowadzenia e-commerce od środka.
Obfitość wydarzyła się naturalnie. Jako efekt doświadczeń, zmęczenia, ekscytacji i chęci oddania dalej tego, czego nauczyliśmy się na własnej skórze.
I bardzo szybko stało się jasne, że nie interesuje nas „robienie stron”. Interesuje nas pomaganie markom przechodzić drogę, którą sami przeszliśmy, tylko z mniejszą liczbą siniaków.
E-commerce jest dla nas miejscem, w którym spotykają się wszystkie rzeczy, które naprawdę mają znaczenie. Design, który nie jest dekoracją, tylko narzędziem. Technologia, która ma pomagać, a nie straszyć. Strategia, która nie kończy się na ładnym slajdzie, tylko prowadzi do decyzji zakupowych. I wreszcie marki, które wiedzą, po co istnieją.
Tu nie da się długo udawać. Tu nie da się sprzedać pustych obietnic. Sklep albo konwertuje, albo nie. Klienci albo wracają, albo znikają. E-commerce jest bezlitosny, ale też bardzo uczciwy. Daje natychmiastowy feedback. Jeśli robisz coś dobrze, widać to w liczbach. Jeśli coś psujesz, widać to jeszcze szybciej.
To właśnie ta szczerość sprawiła, że zdecydowaliśmy się skupić na e-commerce. Nie dlatego, że jest prosty. Tylko dlatego, że jest prawdziwy.
Z własnego doświadczenia wiemy, że etyczne, świadome marki bardzo rzadko idą na skróty. Nie mają budżetów jak korporacje. Nie chcą sprzedawać „byle czego, byle szybko”. Zamiast tego mają świetne produkty, mocne wartości i bardzo mało czasu. Często też mają sklepy, które po prostu nie nadążają za tym, jak dobra jest sama marka.
Byliśmy dokładnie w tym miejscu. Dlatego dziś współpracujemy tylko z markami, którym naprawdę kibicujemy. Takimi, które chcemy widzieć większe, silniejsze i bardziej samodzielne.
Bo wzrost etycznej marki to nie jest tylko wzrost sprzedaży. To więcej dobrych produktów w świecie. Więcej sensownych wyborów dla klientów. Więcej biznesów, które da się prowadzić bez wstydu i bez ciągłego chodzenia na kompromisy ze sobą.
Wiemy, jak to jest odpalić sklep i czekać na pierwsze zamówienie. Wiemy, jak to jest patrzeć w statystyki i nie wiedzieć, co poprawić. Wiemy, jak frustrujące bywa poczucie, że produkt jest naprawdę dobry, ale sklep tego nie pokazuje.
Dlatego w Obfitości nie kończymy pracy na „oddaniu projektu”. Wchodzimy w środek procesu. Pomagamy poukładać ofertę, zaprojektować doświadczenie klienta, zoptymalizować ścieżkę zakupową i myśleć długofalowo. Bo dobry sklep to nie moment launchu. To ciągła praca, testy, zmiany i decyzje podejmowane na podstawie danych, a nie domysłów.
Bo nadal jara nas ten moment, kiedy sklep zaczyna konwertować. Kiedy klienci wracają. Kiedy marka rośnie. Kiedy founder mówi: „okej, teraz to ma ręce i nogi”.
E-commerce daje coś, czego nie da się udawać - prawdziwą reakcję rynku w czasie rzeczywistym. A my po prostu lubimy być częścią tego procesu.
Obfitość powstała po to, żeby pomagać dobrym markom rosnąć. Żeby tworzyć sklepy, które naprawdę działają. Żeby łączyć design, technologię i strategię w sposób, który ma sens. I żeby zdejmować z founderów część ciężaru, który sami znamy aż za dobrze.
Jeśli masz etyczną markę i czujesz, że Twój sklep mógłby robić więcej, właśnie dlatego tu jesteśmy.
Nie tylko sklepy.
Tworzymy doświadczenia, które sprzedają.

Tworzę branding i doświadczenia zakupowe, które zostają w głowie. W Obfitości dbam o spójność, emocje i detale. Kiedy nie siedzę w Figma, gram w gry, słucham jazzu albo uczę się latać szybowcem - precyzja to moje drugie imię.
Nie wiesz, od czego zacząć?
My wiemy - skontaktuj się z nami
i wspólnie zaprojektujmy Twój sklep!

POGADAJMY
Śmiało ;)